Siedzisz w autobusie.Wypchanym.Tlocznym.
Spoznionym.
Rozleniwione cialo z dopiero co strzasnietym z powiek snem,
zastyga w cieplym miejscu przy oknie.
Probujesz nie myslec,ze wlasnie sie spozniasz.Reka nie siega po telefon.Zbyt wiele jest wiadomosci nieprzeczytanych,nowych przecen,postow i roznych obietnic.
Sledzisz mijane miejskie,podmiejskie krajobrazy.Chcialoby sie rzec:skandynawska szarosc i biel.
Jarzace sie jeszcze latarnie.Sznury samochodow.Dlugie wezly zakorkowanych na krajowce.Szlabany kolejowe. Pendolino Intercity.Oplywowy nabytek z bogatej Zagranicy.Powod powolnej upadlosci najwiekszego zakladu metalowo- chemicznego w kraju.Dawcy wagonow i czesc juz nikomu potrzebnych.
Mijaja Cie pola zalane morzem opadow w ktore nie da sie wjechac.Leza przymusowym abstrakcyjnym odlogiem w kraju,ktory rolnictwem stoi.
Nie obchodzi Cie kobieta z tytka,torebka,parasolka.Ani ta druga z moherem,apaszka i nowina gminna.
Nie skupiasz sie na dochodzacych
przedwczesnych chichotach mlodziezy, pochylonej coraz nizej nad blekitem
ekranow.
Masz gdzies niepogode
dla zle ubranych.
Niedomalowany pazur.
I wielki znak zapytania
jaki powoli
kaligrafuje
nowy dzien.
Celebrujesz chwile
bezruchu
ciepla
bezmyslnosci
i swietego spokoju.
Jeszcze nie wiesz,ze czeka Cie
dzisiaj przeprawa z Inspekcja Pracy.
Jeszcze nie wiesz,ze dziecko
przyniesie uwage w dzienniczku.
Ze pies dostanie biegunki.
A pierwszy komentarz na blogu
to:" idz do domu..."
Ide.Przeciez ide...
Wpis: nieprzemyslany,nieistotny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz