Polecany post

5.00 pobudka. 6.00 praca. 18.00 powrot do domu. 19.00 lekcje. 20.00 drobne sprawy domowe. 21.00 zagonienie dzieci do spania 22.00 chw...

sobota, 30 grudnia 2017

Jedyny taki rok.2018..





Fajerwerki kolorowych zyczen..




Zeby Was nie zabraklo najblizszym.
I na odwrot..czyli...dobrej frekwencji w zyciu rodzinnym.
Dbanie o czubek wlasnego nosa i cala reszte.Milosci wlasnej..od ktorej wszystko sie zaczyna i idzie ku dobremu.




Zeby nie zabraklo spojrzeniu
ciepla i czulosci.
Gestom jasnosci i piekna.
Sercu przestrzeni i bezkresu.

Kofeiny rano.
Adrenaliny w poludnie.
Melissy na wieczor.
W dowolnych kombinacjach.

Glodu w sytosci.
Bogactwa w biedzie.
Umiaru w przesycie.
Konkretow w nijakosci.

Swiatla w mroku.
Cienia w razacym swietle.
Kolorow w szarosci.
Stonowania w odpuscie barw.

Ciszy w zgielku.
Dzwiekow w gluszy.
Pomyslow w pustce.
Monotonii w przesycie.

Poczucia humoru,
kiedy zmysl
samoobserwacji
zawodzi,
kiedy lewe sa dni,
do niczego potrzebne
i podobne.

Smacznego.Tworczego.
Z echem.Z odzewem.
Z wlosem.Pod wlos.

Ryby na bezrybiu.
Jaskolek z wiosna.
Lasu bez wilka.

Lukru bez falszu.
Trzezwosci w rauszu.
Zapomnienia w zapamietaniu.



Zebyscie mieli dystans.
Do siebie.Swiata,Ludzi.
Zeby bylo intensywnie pieknie,
prosto i
z humorem.

Zebyscie robili to,co zawsze chcieliscie robic.
Nie mysleli...
tylko robili swoje...
az hasla wytatuowane w sercu
zaczna przeswitywac i nabierac wyraznych ksztaltow...





Rok 2018 zrobi i tak po swojemu..,
:))
ale poczujcie,ze to bedzie Wasz rok!!!

*****************************







************
*******
****
**
*



Moj rok.
Rok spod szczesliwej gwiazdy.
Wybrany.Wierze,ze tak.Zmiany ida.Na lepsze.Na glebsze.Na trwalsze.


Sylwester w swoim domu przy poganskiej choince z amerykanskim akcentem,na tle skandynawskiej szaro- bieli.Z belgijka.Z wystrzalem szampana.Salwa smiechu.
Z irlandzkim plasem.Z przytupem.Z tancem pogo.Z niemiecka czekolada i polskim " jakos to bedzie":));))
Kochani,znow jakos to bedzie...


Wybrany rok.
Jedyny przeciez.
Drugiego takiego samego nie bedzie;)

wtorek, 26 grudnia 2017

MILOSC SIE RODZI,noc truchleje...


Jaki jest sens zycia?
Pyta mnie ( tak nagle,z zaskoczenia) kobieta w srednim wieku.Dystyngowana taka,ze az sie skurczylam w swoich zeszlosezonowych jeansach i spranej (ulubionej)parce.

Odczytuje z barwy jej glosu,z gestow,z ukladu zmarszczek mimicznych,ze gotuje sie do skoku; przewidujac zdawkowa odpowiedz.Daje jej to,czego chce.

Daje jej trzy slowa zamiast jednego,ktore w zupelnosci wystarczyloby.
W odpowiedzi otrzymuje krzykliwa,upstrzona kolorami broszure.
Ona jest swiadkiem Jehowy.
A ja? Czy ja jestem swiadkiem
Milosci?
Tak po prostu..

A to bylo wtedy,gdy wracalam od Ciebie.
No wiec wracam tak od Ciebie myslac jak
duzo Ci dzisiaj zmilczalam,jak stracilam spojnosc,brzmienie i logike,jak moje przyczyny stracily skutek i na odwrot jak skutek stracil przyczyny.
Mijalam ludzi.
Grupki zawadiacko usmiechnietych wyrostkow.Rodziny dzietne i bezdzietne.

W zachodzacym sloncu miasto nabiera intensywnej barwy.Nabiera kolorytu szkarlatnej poswiaty.Mozna zaryzykowac stwierdzenie,ze trwale pieknieje..
Taki dzien niosl powszednosc i i radosc
poznania dla tych,ktorzy chcieli i potrafili je odkryc.
Zaplonely lampy.Jarzyly sie. Zgaszona zolcia.Intensywnym zlotem.Stonowanym szafranem.
Takze neony,swietlne reklamy i twarze miejscowej zulernii zakotwiczonej w zaulku Polnocnej.Tuz za urzedem w ktorym rejestruje sie sluby,narodziny i zgony.

Od strony katedry dal sie slyszec rozchodzacy sie dzwiek dzwonow.Poczulam wtedy lekkosc ( bez nazwy) i rozlegla,niezmierzona przestrzen ( bez odniesien geograficznych).

Bez tej przestrzeni wszystko bylo plytsze,bardziej plaskie i metne.
W tej przestrzeni zawiera sie moje osobiste DA CAPO AD IN FINITUM.
Bez tej przestrzeni nie chce zyc.Nie potrafie.

Tak jest za kazdym razem,kiedy mysle o
MILOSCI.Zycie wymilczalo mi dokladnie,zebym byla  za nie odpowiedzialna, zebym byla zaangazowana.Bez reszty.
Nie asekurowala sie.Nie bala,ze to esencja..



Wyjsc na przeciw i patrzec spokojnie jak
plynie czas, jak cichutko  pisze sie wiersz..

jak rodzi sie milosc.
Po prostu.







Tekst dawny.

niedziela, 24 grudnia 2017

Wiersz okolobetlejemski.



**************

 Oplatek cieplych zyczen
kiedy zycie jest
kolczastym
oksymoronem.
I za malo wiary,
ze magia z boskiego
kosmosu oproszy nas
srebrnym pylem

Oplatek zbyt latwych lez
kiedy puste miejsce przy stole
nalezalo do
 mamy.

Oplatek
kiedy Bog jest
bogiem
bez
czlowieka
i rodzi sie
pod wysokim drzewem
sztywnej tradycji.

Oplatek opadajacej nocy
ktora zawsze
byla dniem, otulina ludzkiego losu.




   





czwartek, 21 grudnia 2017

hokus POKUS przedswiateczne.

Jedziemy w przedswiateczne hokus POKUS.Do banku.Tak wyszlo.A bank w galerii.Oswietlonej jak choinka w Nowym Jorku.Do pokonania koniecznego odcinka zostalo 39 minut.Krotka wiecznosc do zamkniecia.
Wjazd do podziemi nieszczegolnie zakorkowany.Zadnych ostrzezen.No to wjezdzamy.Ciemny tunel wypelniony spalinami jak rura wydechowa.Sygnalizatory ostrzegaja.Zakaz parkowania.
Ruch zatamowany jak krwotok z nosa.Fachowo
i niespodziewanie.Stoimy.Czekamy.Nasz staruszek ledwo zipie.Audica A6 stanela za blisko.Nie wiem czy maja swiadomosc tego,co robia.Zoladek mam na wysokosci.Oczy z wytrzeszczem.Ludzie porzucaja swoje samochody na parkingach i ida na piechote do domu.
Niektorzy probuja cofac.Piekla sie.Trabia.Wysiadaja z aut i wsiadaja.Jeden za drugim.Dajemy znaki.Ktos rusza pod prad.Zamykam oczy.Do domu chce.
Ja chce do domu.
Pojawila sie policja.Kieruje ruchem.Probuje odkorkowac ulice,skrzyzowanie..
Udaje sie nam wycofac.Auto,ktore jedzie pod prad wslizguje sie cudem miedzy kolejne pojazdy.

Nie jestem za kierownica.Jestem za zniesieniem PRZEDSWIATECZNEJ GORYCZY.

Pieniadze SZCZESCIA nie daja




 Pieniadze szczescia nie daja.
Daja mozliwosc szybszej operacji,niezwlocznego zabiegu,
kiedy kolejki do lekarza specjalisty sa dlugie i beznadziejne.
Pani menadzer,dyspozytorka bacznie tamuje naplywowa chora krew.Prosze czekac,prosze czekac.
Polaczenie pacjent- lekarz nie moze byc zrealizowane.
Prosze sprobowac pozniej.

Pieniadze szczescia nie daja.
Daja mozliwosc dluzszego zycia.
Nierefundowane : nektar i ambrozja.
Nieosiagalne boskie dobra,ktore zapewniaja niesmiertelnosc na dalsze kilka kolejnych lat.


Pieniadze szczescia nie daja.
Daja mozliwosc lepszego wygladu.
Nie wiesz jeszcze,ze musi Ci wypasc 5 (!) zebow,zeby Kasa Chorych byla dla potrzebujacych.
Zeby trzeba myc,
fluor ( za pieniadze,ktore szczescia nie daja) lykac a nie od panstwa brac.

Pieniadze szczescia nie daja.
DAJA MOZLIWOSC ,zeby ze swoim ciezarnym brzuchem isc do dobrego lekarza.
Nie trzeba stac w kolejce do PIJANEJ WYROCZNl.
Lekarz,
ktory patrzac tepo w monitor ultrasonografu mowi beznamietnie: ciaza zagrozona poronieniem.Poronienie.
Przepisuje serie zastrzykow.Aplikuje pierwszy w wypiety tylek.Wypisuje zwolnienie z pracy.Lezec kaze.Duzo lezec.Moze to cos da.

Daje.Daje. Pojscie do gina prywatnie.Na sygnale.W srodku nocy.Z nastrojem zywcem zdjetym z krzyza.Z oczami matki bolejacej.
Za pieniadze,ktore szczescia nie daja.

Pieniadze szczescia nie daja.
DAJA MOZLIWOSC wozenia swojego wygodnego przeciez tylka.Nie trzeba wrastac w przystanek autobusowy juz o piatej rano.Marznac i klnac kiedy w okolicy wielkiej kaluzy przejezdza z nadmierna predkoscia audica,toyota,fiat,skoda..( niepotrzebne skreslic) i rozswietla Cie wielokrotnoscia miliona kropel.

Pieniadze szczescia nie daja.
Kiedy trzeba na sygnale jechac na pogotowie bo dziecko dostalo nagle tej niewyobrazalnie,wysokiej goraczki,drgawek,
cokolwiek jeszcze..
A ty mieszkasz na jakims zadupiu i dojazd zajmuje karetce pelna godzine.

Pieniadze szczescia nie daja.
DAJA prad,wode i bezkarnie spuszczane scieki.
Daja chleb,ktorym nie tylko zyjemy.
Daja wlasny gar.
Daja cieplo elektrowni
i siwy klebiasty dym
z komina.
Daja wynajmowane 32 metrow kwadratowych
niezaleznosci.


Pieniadze szczescia nie daja.
Daja mozliwosci wyboru.
Daja wolnosc
Daja poczucie bezpieczenstwa
Daja.




-----------------------------------------------------------------------------
Wpis sztampowy.Terazniejszy.

środa, 20 grudnia 2017

Jajo niespodzianka.

Pospieszny poranek.Manualne umiejetnosci zawsze przydaja sie
kiedy jestes pod presja czasu.Prawie spozniona.Pociagniecie tuszem rzes.Druga reka szuka po omacku papieru sniadaniowego.Zaklada kolczyk.Chleb krojony.Wedlina.Gdzie te sniadaniowki!-----------------------------------
Druga rzesa.Blyszczyk wlasnie spada ze stolu i zlosliwie toczy sie pod szafke.Staje sie nieosiagalny.Wode zakrec! Wstajemy.Wstajemy.Przynies sniadaniowke.Mamooo gdzie mam druga skarpetke? Tutaj sa ubrania.Tutaj.Tam.Masz.Daj.Juz.Pozniej.Szybciej.Potem.Mamooo nie ma sniadaniowki.Spakowalas mi bibule?Blok?Herbaty sie napij.Slodzisz.Dzwonisz lyzka o szklanke.Nie szukasz drugiego kolczyka.Zdejmujesz pierwszy.W miedzyczasie sie ubierasz.Zerkasz na zegarek.Podajesz lyzke.Czeszesz dziecku wlosy.Upinasz swoje.Pakujesz dokumenty.Bierzesz telefon.Przesuwasz kartony z niewypakowanymi rzeczami.Robisz ogromny rozkrok i popychasz dzieci.Na przod.Predko.----------------------------------------------
I kiedy juz nareszcie pogasisz swiatla.Wylaczysz prad.Zakrecisz butle z gazem.Spojrzysz ostatni raz w lustro.Policzysz plecaki i torby.Znajdziesz kluczyki.Do trzech razy sztuka.
--------------------------------------------Zamkniesz dom i oczy,zeby nie zapamietac balaganu,ktory wciaz jest jak nieokielznana ekspansja roztoczy,nonszalancja papierow,roztargnienie zawiniatek,skrupulatnosc pudeleczek,wszedobylstwo folijek i co tam jeszcze jest w stanie czlowiek rozrzucic,stworzyc,naprodukowac...----------------------------------------Owiniesz sie szalem,ktory niedbale ozarzucony,zsunie sie ze trzy razy.Sprawdzisz jeszcze raz torebke,plecak rownoczesnie otwierajac garaz.Wszyscy usadowia sie w aucie.Pozapinaja.I odpalasz swojego staruszka czujac,ze dzisiaj zaaplikowala sie migrena zbyt pelnej juz glowie.----------------------------------------------------------Trzeba nadrobic trzy minuty.Moze nie spoznimy sie.Dzis tyle spraw.Istny przekladaniec spraw waznych i wazniejszych.Przekrecasz kluczyk w stacyjce.No,odpalasz..

A samochod ani drgnie.Obezwladniajaca
niewiadoma przyczyna nie pozwala mu ruszyc z miejsca.----------------------------------------------
Jedno wielkie dups.Skrzynia biegow? Cos ze stacyjka? Uklad wtrysku? Wszystkie uklady razem wziete? Dups!
Dups,ktore polozy sie cieniem na calych 24 godzinach.
Wielkie jajo niespodzianka.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Wpis spontaniczny.Zdarzylo sie wczoraj.
A dzisiaj post nie chce sie opublikowac.Jaki post taka publikacja XD.
--------------------------------------------------
--------------------------

poniedziałek, 18 grudnia 2017

HEJT OUT!



Teksty jak swieze buly.
Upchane po szufladach.
Leza i pachna.
Nie pracuja na siebie.

****************************

HEJT ON!

Jak w sercu masz hejt
to nic
nie masz.

W serce pompujesz
 pusta radoche.
Krazy w zylach
hejtonosna krew.

Krwawisz przez jeans wieczorow,
przez bawelniane poranki,
satynowe
podpaski,
wpisy,
napisy,
anorektyczne dni.

Kiedy widzisz tylko hejt
to ciagle zagrozenie..
ustawiasz sie,ze hej!
 I Twoje nadcisnienie
pulsuje w zylach
ile tchu.


Hejterem zostane ja.
Zostaniesz i Ty.
To ciagle nadcisnienie
blekitnych,pustych zyl.
Buzuje we mnie krew.
Buzuje ile sil.

Ja dzis hejtuje.Ja juz zaluje.
Ze krazy ta krew.
Ze drazy moj spiew.
Jutro nie mozesz.
Nie mozesz byc Ty.
Hejtem splyna
nasze wielkie lzy.



Hejtem kontury,cenzury,
czarne paznokcie,
marsze,pochody,
skoki do glebokiej wody
Hejtem sie otulisz.Nikt mnie nie przytuli.
Pokaz serce.Co w nim masz?
No powiedz co! No powiedz.No.
Hejtem rzuc mi prosto w twarz.


********************

Powtarzane rytmicznie
w takt zmywanych naczyn
pod biezaca woda.
Z poglosem awarii i Polopolki.
Z koncentratem dobrego samopoczucia.
W tle...rozgardiasz dnia codziennego.
Rozlane mleko.
Kudly psa na sofie.
Obiad bez miesa.

niedziela, 17 grudnia 2017

HOME,SWEET HOME..

W nocy dom wyglada jakby namalowany byl pastelami.Klebiacy sie bialoszary dym z komina wzkazuje,gdzie mniej wiecej zaczyna sie krawedz dachu...Tworzy male chmurki.A jeszcze wyzej jak okiem siegnac granatowoczarne niebo z wytloczonymi gwiazdozbiorami.Ksiezyc.Najczesciej jasny i pelny.W kazdym razie taki pasowalby teraz do pastelowego rysunku. Jeszcze poznym latem co wieczor przelatywaly nietoperze.Drgajacym lotem tuz nad glowami budzily poczatkowo zaciekawienie i lekki strach.Dobrze,ze mamy juz podbitke pod okapem.Nie wleca na strych.Nie zahibernuja sie tam na cala zime.----------------------------------------------------- Widze woz! Krzyczy mlodszy syn.Uradowany jakby pierwszy raz w zyciu widzial gwiazdy na niebie.Tak,chyba pierwszy raz w zyciu jestesmy w tak naturalnym i profesjonalnym obserwatorium.. To Niedzwiedzica.Poprawia go starszy. --Niebo jest najpiekniejsze.Gwiazdy tak wyrazne.Tak intensywne.Zadzierasz glowe do gory.W cala te otchlan zawieszona na girlandach gwiazd.I czujesz oddech przestrzeni.Nieokreslonosc rzeczy.Piekno chwili.------------------------------------------------------- Kilka palet( zmurszalych gdzieniegdzie) zostawilismy tak jak lezaly.Tam mieszkaja jaszczurki.Zwinki.Latem wygrzewaly sie na sloncu.Cala rodzina.Spokojni rodzice i ich ploche jeszcze dzieci. Na kompostowniku stolowaly sie jeze.Kiedy szlismy pozniej spac mozna bylo podejrzec je jak chodza.Tuptajace male kuleczki.I nasze cztery nosy przy szybie.Radosc dzieci.Bezcenna.Bila na glowe nowa bajke i wieczorna zabawe w zgadywanki.----------------------------------------------- Latem i wczesna jesienia w pobliskim lesie pojawial sie dzieciol sredni.Raz odbil sie biedak o nasze szyby w oknie.I jaskolka wpadla do pokoju.To bylo zaraz po jednej z tych wiekszych wichur,kiedy pozniej w wiadomosciach slyszy sie o zerwanych dachach i liniach energetycznych( Nie bylo pradu przez pare godzin).Dzieci polozyly jej ziarna i nalaly wody na dekielek od sloika.Myslelismyy,ze cudem wyrwala sie wietrznej zawierusze albo kotu.Lezala lekko drgajac.Zalosny widok.Po paru godzinach przenieslismy ja na parapet.I ku naszemu.zdziwieniu wzbila sie wysoko do lotu.Wysoko.Ponad wierzcholki drzew.Zanosilo sie wtedy na deszcz.Muchy byly straszliwie natretne i cisnely sie do domu drzwiami i oknami.Lataly bez opamietania I cale stado jaskolek zaczelo kolowac nad ziemia.Kazda z nich byla ta " nasza". -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Gdybym miala mamalowac pastelami nasz dom.To zaczelabym malowac od tej wlasnie jaskolki na dachu:) Namalowalabym go w nocnej scenerii.Oswietlone ciepla zolcia okna.Rozswietlajace mrok mysli..Mamy juz prad.Mamy wode.Ogrzewanie. Mamy siebie. Bedzie dobrze. Damy rade.

środa, 13 grudnia 2017

CHEC ZMIANY czyli o czym wciaz truja truizmy..



Siedzisz na wygodnym siedzisku u najlepszego fryzjera w miescie.
Przyszlas tutaj z zamiarem dokonania
WIELKIEJ METAMORFOZY.
Masz w torebce plik pieniedzy o odpowiednich nominalach.
Wystarczajaca ilosc wolnego czasu.

Oczyma wyobrazni widzisz sama siebie w nowej,zaskakujaco dobrej odslonie.
Lagodne refleksy rozswietlaja twarz.Delikatne kosmyki ukladajaja sie tak jak trzeba.Idealnie wyczesane.Ulozone.Przyciete.Pieknie dobrany kolor.Trafnie.Celnie.Strzal w centralna dyche.
Nablyszczone.Odpicowane.Takie moje.
Takie inne.Nareszcie.


To co zwykle?
Pyta znajoma fryzjerka...
Tak Pani ladnie w tej fryzurze...
Moim zdaniem...
Hmmmm...
Tak,to co zwykle...

CHEC ZMIANY A PRAWDZIWA ZMIANA
W CHCENIU,
W SPOSOBIE MYSLENIA...to dwie rozne rzeczy.



Panosza sie
te TRUIZMY.
Ocieraja sie o nogi
jak kot.
GLOSU NIE MAJA.



wtorek, 12 grudnia 2017

NIE PAMIETA WOL jak cieleciem bol.


Kto oglada czasem rodzine Boskich ten zna te zgrabna parafraze przyslowia,ktora wypowiedzial serialowy Marek..

Zbyt szybko zapominamy swoje pierwsze razy,dziewicze i ploche podejscia do trudnych ( na poczatku) wyzwan.

Zbyt niedbale przechowujemy wszystkie wspomnienia z tym zwiazane..

Pierwsze cv, pierwsza rozmowa kwalifikacyjna,
Pierwsze zwolnienie z pracy,pierwsze bezrobocie,pierwsze zerwanie,pierwsza zdrada,pierwszy seks.
Pierwszy egzamin,kurs,sesja.
Pierwsze praktyki.
Pierwsza jazda samochodem.
Pierwsza ciaza,dziecko.
Pierwszy maz.
etc.

Nie chcemy pamietac tego naszego nieogarniecia,zahukania ( ja? gdzie tam..)i naiwnosci wynikajacych z tego,ze mielismy do czynienia z zupelnie nowa i obca materia.Zabieralismy sie do rzeczy jak pies do jeza.Nie przewidywalismy prostych rozwiazan komplikujac sobie zycie.

Nie chcemy wspominac swojego strachu,obawy przed osmieszeniem czy zwyklej ludzkiej glupoty,ktora moze przeswitywala przez misternie przygotowany woal.

Nikt nie lubi przyznawac sie do porazek,do bledow i osmieszen.
Slawetne juz mylenie kierunkowskazow..
Drobne klamstwo w cv, ktore wylazi jak trup z szafy podczas rozmowy z przyszlym, jakze przychylnym ( wtedy jeszcze w to wierzylas..) pracodawca.
Zbyt cierpliwe czekanie na zalegla wyplate i puszczanie mimo uszu uszczypliwych uwag kolegow z pracy.

Opiekowanie sie wlasnym nowonarodzonym dzieckiem jak przybyszem z obcej planety.

Podjecie pracy,ktora nie mozna sie pochwalic (praca na kasie,na szmacie,na magazynie)tak
jak chwalimy sie  praca na zmywaku w Anglii.To drugie to co innego.To doswiadczenie,ktore mnie uksztaltowalo...

Kto pamieta komedie o gosciu,ktory zeni sie z panna po kilku dniach znajomosci..
Po szybkim slubie wychodzi na jaw,ze kobieta wcale nie pracuje tylko udziela sie w wolontariacie.Ma kosmiczne dlugi,ktore musi odpracowac.Ma skrzywiona przegrode w nosie od wciagania koki.I twierdzi,ze
To WSZYSTKO ja uksztaltowalo...:)
Tak MiSIE skojarzylo..

Zastosowany mechanizm wyparcia powoduje tylko to,ze ODRZUCONE EMOCJE musza gdzies znalezc swoje ujscie. Kazda energia przechodzi w kolejny stan.
Jak wiemy,nic w przyrodzie nie ginie.
Nawet wolanie na puszczy w obronie
zielonego dziedzictwa roznioslo sie po swiecie i mialo swoj odzew.

WSZYSTKO MA SWOJ ODZEW.
Predzej czy pozniej pojawia sie pod inna postacia.

Jak jedzie ta sierota..Dostala te prace to niech sie cieszy.Mnie tam nikt nie pomagal.Nie nianczyl.
O Boszesz..kolejna praktykantka..
Ale cv.Mlode to i roszczeniowe.Albo gorzej..Stare to a tylko w chalupie siedziala z dzieciakami.
Bloga pisze a nie potrafi zorganizowac sobie profesjonalnej strony.Porusza  sie po omacku.Widzialas ten toporny i rozjechany na wszystkie strony artykul?

Znajome,prawda?
Instruktor jazdy z ktorym odswiezylam swoje umiejetnosci kierowcy powiedzial tak: pojezdzisz i poczujesz sie pewnie,tak
samo bedziesz sie zzymac na widok szczypiorkow i swiezynek
za kierownica.

Bede.W koncu wyparlam caly swoj strach i niepowodzenia sprzed wielu lat.
Ujda tworzac siwy dym,mgliste wspomnienie lub
kasliwe teksty.

Poki co cisza.;)



poniedziałek, 11 grudnia 2017

Pokaz mi swoje MARZENIE

Kazdy z nas ma takie swoje
wychuchane,dobrze odhowane
MARZENIE.

Moze roslo razem z nami.
Jadlo.Chodzilo.Spalo.
Wyzieralo z kazdego kata.Zezowalo
na wszystko ze swojej wciaz niespelnionej
perspektywy.

Przynudzalo wieczorami i nocami.
Przypominalo sie za dnia.
Meczylo.Jeczylo.
Ze nie moze sie rozwijac.Nie moze na nas liczyc tak jakby sobie tego zyczylo.

Tlamsimy je.Hodujemy pod kloszem nadopiekunczosci.Wydaje sie nam,ze doskonale wiemy czego potrzebuje do pelnego rozwoju.
Pilnujemy na kazdym kroku.
Zeby sie nie sparzylo.
Nie wlozylo lapy,gdzie nie trzeba.
Zeby nie wiedzialo,ze jednak do konca nie jest takie wazne,zdolne i zaradne.

Chodzimy za nim.Pilnujemy,zeby sie czasem nie wyrwalo w tloczne,niebezpieczne i ruchliwe zycie.A nuz na skrzyzowaniu wyborow.Na zakrecie problemu zrobi sobie krzywde.Obedrze sobie delikatna,eteryczna skore.
Przewroci sie na kolana.
Zawsze musi byc dumne i pewne siebie przeciez..

Izolujemy je  jak sie tylko da
od zlego i okrutnego swiata.
Odbieramy mu szanse na
prawdziwe doswiadczanie.
Na smakowanie calej tej zyciowej gamy
kolorow.

Jojczymy sie z nim.Wyreczamy.Tlumaczymy sie za nie.
Nadrabiamy mina.Nie chcemy zauwazyc,ze nasze marzenie doroslo.Zmienilo nie tylko wyglad,tembr glosu.Ono zmeznialo,choc nie brakuje mu
mlodzienczej swiezosci.Potrafi juz zadbac o siebie i coraz wyrazniej wie czego chce.Chce sprobowac.I widziec w Twoich oczach te lagodne iskierki wzruszenia i dumy kiedy mowisz:
Moje marzenie.
Z krwi i kosci.Moje.
Jedyne.

Nie dziw sie jak pewnego dnia odwroci sie od Ciebie.
Wyleje metna ton wyrzutow,skarg i zalu.
Oskarzy Cie o nieszczesliwe zycie w cieniu wiecznej kontroli.
Wykrzyczy,ze samo nie prosilo sie na ten swiat.
To Ty  powolales MARZENIE do zycia.
Dales mu sens.

I zdziwisz sie jak zbuntuje sie w najmniej odpowiednim momencie.
Moze bedzie juz ZA POZNO
Najczesciej jest juz za pozno.


Metne jutro i swiete nigdy.


Wpis jest sponsorowany przez duza litere.Zainspirowany wywiadem w formie ksiazki z " Odwaznym i dzikim".
Na pytanie czego odchodzacy ludzie zaluja najbardziej w zyciu..
Odpowiedzial,ze tego,czego nie zrobili,czego nie zdazyli zrobic..

Wiersz szczescionosny



Czy szczescie
jest namacalnie
wielkie
jak wielka moze byc litera
w wyrazie
Splendor
Luksus
Bogactwo
Wladza?

Czy szczescie
ma swoj konkretny
rozmiar
i zawsze jest szyte
na miare
grubymi nicmi
z najmodniejszego
wlokna?

Czy szczescie
ma obiecane
parametry
wzdluz i wszerz
naszych najglebszych
marzen?

Czy szczescie
to sila z jaka
rozchodzi sie echo
popularnosci i poklasku?

Czy szczescie
to zwykla podszewka
swiata,
kiedy widzimy
i czujemy
ze to,co jest
to tylko zapowiedz.

I do nas nalezy rola
odwracania
rzeczywistosci.

Nic wiecej?

niedziela, 10 grudnia 2017

ZOSTAN MOIM WAMPIREM czyli jak sie nie dac wrobic w krzywdzaca relacje.

Macie czasem ochote po spotkaniu z kims
wziac zimny,
oczyszczajacy prysznic ?

Macie czasem ochote schowac sie jak mieczak w swojej skorupie lub na odwrot;chcielibyscie znalezc sie w dzwiekoszczelnym pomieszczeniu,gdzie moznaby bylo wykrzyczec poklady swojej zlosci,zalu i
zwatpienia?

Pytanie..

Sciany moglyby byc z grubej pianki,zeby moc walic w nie bez opamietania,az do wyczerpania, wyresetowania zlych emocji.


TLUMIONE EMOCJE
zle nam robia.Sa krucha konstrukcja, ktora pozornie utrzymuje w ryzach,w tak zwanej normie nasze samopoczucie i ugladzona przystosowana powierzchownosc.

Nacisk na konstrukcje jest zbyt duzy.A sama budowla chwieje sie od postaw grozac katastrofa budowlana.( Czyt.emocjonalna)

Ktos sie nagle rozsypuje na naszych oczach.I nie mam na mysli przypadkow klinicznych tylko te nasze pospolite
doly.

Emocje maja caly podziemny system korzeniowy.Widzimy tylko czesc naziemna.
W czas posuchy i
w czas pory deszczowej.
Odporne pedy.I wiotkie witki.
Faza siewu i wzrostu
Faza zbioru.
Faza wegetacji.
************
Mamy prawo odrzucic relacje,ktora robi nam zle.
Mamy prawo sie bronic.
Ot,co...
Odrzucam Cie
razem z calym Twoim wachlarzem
ciemnosci.
Nie musze niesc na swoich barkach
tego ciezaru,ktory tak ochoczo i niepostrzezenie
mi ofiarowujesz.
I patrzysz pozniej
obojetnie,
z satysfakcja,
zachlannie,
jak nie radze sobie
z tym napieciem.

Czujesz sie lepiej
kiedy widzisz jak nie potrafie odciac sie od negatywnej energii,jak niemal fizycznie nie daje mi spokoju.

Podobno mam doskonala intuicje skoro tak latwo zarazam sie emocjami innych ludzi.
Istotnie mam ten zmysl,ktory pozwala mi bezblednie odczytywac emocje innych.

Dlatego omijam Cie pieknie szerokim,zgrabnym lukiem
moj wampirze
energetyczny.

**********
Wiem nareszcie kim jestes.
Mam te przewage wiedzy,
ktora wyprzedza gleboko gorzkie
doswiadczenie.
Wiem doskonale co lubisz..
Lubisz jak czuje sie zle
Lubisz moj niepokoj
i podporzadkowanie
Lubisz moja niepewnosci i zwatpienie
Lubisz samego siebie w moich oczach
Lubisz jak widze niedoskonalosc
nedze i porazke
Lubisz jak sie poddaje
Lubisz jak narzekam
Lubisz jak nie wierze w nic
Lubisz
Lubisz..

Multiplikacja zawsze robi wrazenie...



piątek, 8 grudnia 2017

HEJT MUST GO ON




Trudno nie ludzic sie ,ze nas to nie dotknie, nie zahaczy.Ominie szerokim,zgrabnym lukiem.
Tak chcielibysmy poczuc sie
bezpiecznie i dobrze.

Z hejtem spotykamy sie na codzien.Moze nie zawsze bezposrednio.
W sumie kazdy jest zaprawiony w bojach.Zahartowany mniej lub bardziej.
Hejt must go on!

1. HEJT SZEPTANY.Za plecami.Tuz zaraz po rozmowie z Toba.Po wymianie niby serdecznych spojrzen lub slow.Bazujacy na Twojej powierzchownosci, na szybkim omieceniu wzrokiem, na sztywnych wnioskach i plytkiej ocenie.
Ekspresowy jak kawa z automatu.Prosty jak prostak z ogladem swiata w kolorze black and white.

2.HEJT GDERLIWY.
" Mamo nie hejtuj mnie !"-mowi nastolatek do matki.I wowczas powinna wlaczyc sie czerwona,ogromna lampa,ktora oswietlilaby polowe
brooklinskiego mostu...
bo faktycznie kiedy rodzicowi zaczyna sie faza:gderam,biadole,prosze..prosze,biadole,gderam...biadole,gderam,prosze..Znak nieskonczonosci.:)
mozna powiedziec cos,czego nie chcialo sie wyartykulowac.Tak latwo mozna zapisac w dziecku poczucie krzywdy.
Mozna zostac hejtera do szescianu!


3.HEJT NIEMY.Kiedy w duchu cieszymy sie,ze komus nie powiodlo sie..Nareszcie podwinela sie ta noga.
Moze robimy nawet zbolala mine.Dobieramy slowa.Pocieszamy.
I mamy wieczne usprawiedliwienie dla siebie....bo ja zawsze mam pod wiatr, pod prad.Nareszcie zycie jest choc troche sprawiedliwe.Nalezalo sie.

4.HEJT SRODOWISKOWY, kiedy nie lubimy ludzi o odmiennych pogladach,orientacji seksualnej czy narodowosci.

Nie lubi sie szczesliwych ludzi.
Nie lubi sie tych,ktorym sie udalo i jeszcze mowia o tym bezszczelnie i chetnie.Kluja nas w oczy.

No nie lubi sie zyjacych INACZEJ,pod wlos tradycji i oczekiwan.
Okresla sie ich odpowiednimi epitetami.Tworzy sie czerstwe metafory.Porownania.Burzy sie ich spokoj.
Skladnia i fleksja ich szczesliwego zycia lamie reguly naszego jezyka.
A my przeciez tacy elokwentni jestesmy.
Tacy obyci.Obtrzaskani.Ba! wielojezyczni!.Wychwycimy kazdy blad. Kazde wahanie.Niuans.
Dokonamy korekty z iscie chirurgiczna precyzja.

I tworzy sie dokladna HEJTOLOGISTYKA slow
typu: jak trafnie i najbardziej dotkliwie uderzyc w czuly punkt.Jak najlepiej przeniesc swoj ciezki ladunek emocjonalny na radosc drugiego.
Jak odpowiednio zamacic,zamieszac,zaniepokoic..I z maniakalna satysfakcja obserwowac to zamieranie usmiechu,hamowanie dzialan
lub chwilowe poczucie niemocy i zastoju.

Patrzec na smutniejace oczy albo czytac pozniej te przydlugawe tlumaczenia zhejtowanych z ich czystej,dziewiczej radosci i mlodziencza swiezoscia pachnacego szczescia.
Pompowac sobie do serca to puste uczucie satysfakcji.
Odleciec.

5.HEJT WYSSANY Z MLEKIEM MATKI,kiedy rodzice pokazuja dziecku..."Ooo zobacz taki krzywy i brzydki jest swiat"Udowadniaja,ze poczucie swojej wartosci trzeba podbudowywac biadoleniem,narzekaniem,wytykaniem wad innym ludziom.

Hejt,ktory bardzo trudno wykorzenic.Hejt,ktory ma zdolnosc rozrastania sie w sposob niekontrolowany
jak nowotwor.
Boje sie takiego swiata.
Rzeczywistosci z podwojnym dnem i zakamuflowana zapadnia w labiryncie spotkan.Z wrogiem,ktory udaje przyjaciela.
Z popiolem,ktory sypia po oczach mowiac:" no masz ten swoj gwiezdny pyl i lot do nieba"

Ale jestem juz duza dziewczynka.
I wiem,ze swiat nie jest krzywy i brzydki.Nie jest tez latwy i jednoznaczny.



środa, 6 grudnia 2017

Bez makijazu.

Moglabym ustawic sie tak,
zeby bylo mnie widac z jak
najlepszego profilu,
z jak najlepszej strony.

Moglabym pokoloryzowac
teczowki mojego zapatrzenia
w przyszlosc.

Moglabym podkreslic gruba linia
przeliterowane z duzych liter marzenie
i droge do tego marzenia.

Dzisiaj nie zrobie zadnej z tych rzeczy.
Chce sie po prostu powoli rozgoscic.
Wprowadzic swojska scenerie.Miec znajome katy.Oswoic glucha cisze,
ktora bedzie trwac i trwac..Podobno:)
A slowa oddawane tej ciszy
nabiora jej cech.Stana sie obietnica jutra.
Doswiadczeniem dzisiaj.Energia z wczoraj przelozona na znaki.


Coz na dzisiaj tu mamy..?


Nie przenosic problemow z wczoraj na dzisiejszy dzien.Haslo motywacyjne,ktore
jest awykonalne przeciez..:)
Upominki dla dzieci.Dzisiaj Mikolajki.
Wizyta u fryzjera.Kolejna proba ujarzmienia grzywki.
Odebranie ksiazek w punkcie.
Dokonczenie "Florystki"Bondy.
Nie wytrzymalam.Przekartkowalam
ksiazke,zeby wczesniej sie dowiedziec...:)
Ale i tak czytam z zaciekawieniem.

Razi mnie tylko wizerunek wedkarzy przedstawiony w ksiazce.To raczej pseudowedkarze..jak pseudokibice..
Wiem co mowie..
Prawdziwy wedkarz.Taki rasowy.
wtapia sie w tlo.Nabiera cech otaczajacej przyrody.Jest cichy.Spokojny.
Wytchnienia pelny.Nie.rzuca sie w oczy.
Jego bytnosc jest skromna i cicha.


Nie mam chwilowo dostepu do swoich
przygotowanych wpisow na komputerze.
Tzn.teksty istnieja ale nie pisalam ich z mysla o tym blogu.
Ja po prostu b.duzo pisze.To taka nadpobudliwosc..,;)
Jestem wiec spontaniczna,bez
makijazu,bez podkreslen.Korekty.
Do odwolania.

Taka ja,ktora w zyciu ma wszystko w trymiga. ;)



Home,sweet home.Hard work...

Kubatura marzen jest zwykle
wieksza
od powierzchni
uzytkowej.

Przebywajac jednak droge
z jednego punktu do drugiego
doswiadczamy tej zupelnej
wystarczalnosci.Tego magicznego:
"Tu i teraz".

Uczymy sie doceniac,porzadkowac i ogarniac
we wlasciwych rozmiarach
i wytycznych te nasza jedyna
przestrzen.

Mozemy cieszyc sie zdobytym podium i
prawdziwie blyszczacym Orderem Usmiechu Losu.
Losu,ktory wzielismy w swoje rece...

1.
Z serii HOME,SWEET HOME...
And HARD work.

Mieszkamy nareszcie,
wreszcie,
dopiero,
juz na swoim.
Wymarzonym.
Wyharowanym.
Metr po metrze.


Jest jeszcze sporo do zrobienia.
Do ogarniecia.Ale juz oswajamy katy.
Zapuszczamy mentalne korzenie.
Moze jeszcze niesmialo zapisujemy
i zagospodarowujemy ten swoj sweet house.
Zapisujemy soba.Wypelniamy po brzegi.
Rozmowami.Krzatanina.Troskami.
Usmiechem.Lza wzruszenia.Niewyspaniem i
wiecznym wszystkorobieniem na raz,
na juz.W trymiga bo nie da sie inaczej..

Pierwszy posilek przy starym debowym stole na ktorym farba luszczy sie niemilosiernie i pamieta czasy prababci.
Pierwszy,pieknie rozwiewany przez podmuchy wiatru dym z komina.
Pierwsza ciepla woda w kranie.
Pierwsza noc na ogromnych materacach,ktore sa jak loza arystokratow  przy dawnych rozkladanych,sprezynowych wersalkach.
Pierwsze...

Wciaz nie moge sie nadziwic,ze na wszystko mam tyle miejsca..majac rownoczesnie tak malo rzeczy.To tak zwany minimalizm konieczny.:)

Nie moge uwierzyc,ze to juz.Marzenia.Senne majaki wlasnie sie spelniaja.
Nie potrafie okreslic ich pelnej intensywnosci.
Radosc i satysfakcja sa skutecznie tonowane uczuciami zmeczenia,ciaglymi zazebiajacymi sie troskami,wydatkami i problemami.

Nic nie dostalismy na zlotej tacy.
Nic samo nie przyszlo.Nie zrobilo sie samo.Nie zbudowalo przez prezne ekipy od fundamentow po wiezbe i dachowke.
Wiele rzeczy zrobilismy sami.Po swojemu.Nie po lebkach za wysoka najczesciej stawke bo terminy gonia..

Kto buduje ten wie jak smakuje ten chleb.
Swiezy.Wypieczony.Moze nie jest posmarowany gruba warstwa masla.Nie jest nalozony najlepszej jakosci wedlina i salata z uprawy ekologicznej.I takie tam..

Czasem mozna uslyszec.Z boku.Za
plecami.Takim to dobrze.Tylko zobacz.
Wcinaja swoje.Swieze.Pachnace.
Taaak.Dobrze im tak..:)

Nie obnosimy sie z tym,ze na poczatku
kiedy zaczynamy rozpracowywac swoje marzenia i przekladac je na jezyk obowiazkow,wyzwan i ciezkiej pracy
to juz nie jest tak rewelacyjnie,kolorowo,lekko i przyjemnie.

Swojej pracy na budowie nie udokumentuje w cv.Nie dostane na to zadnych papierow,certyfikatow i przepustek.

Nie wytatuuje sobie na czole: Mam bo
haruje na to.

Znam wiec spelnianie marzen od strony podszewki.Nie zawsze estetycznej.Milej w dotyku.Po prostu przyjemnej..
jak by sie chcialo.
Znam porazki od ich powierzchownej strony,kiedy wydaja sie jedynie sluszne i
ostateczne.

Znam przewrotnosc losu i ulude,ze rozszczeniowa postawa wobec swiata i ludzi moze nas czynic szczesliwymi.


Znam hard work.I mam sweet home.



piątek, 1 grudnia 2017

Powstanie bloga w trymiga.I juz!

Witam.
Pierwszy post to jak wskazanie kierunku.Niekoniecznie.
Blog powstal przed chwila.
Spontanicznie.
W trymiga

Ale jego powstanie ma solidna podstawe w
postaci potrzeby tworzenia,pisania.

Pisanie jest teraz modne.Kazdy pisac moze.Troche lepiej lub gorzej.Moze i tak..Ale z prawdziwa potrzeba pisania jest jak z kolorem oczu.Tego sie nie wybiera.Pisanie jest czasem lekiem na cale codzienne zlo i nadzieja na przyszly,podatkowy rok.
Jest jak Mamucia odskocznia.Jak antidotum.Placebo.

Pisanie jest grubym podkreslnikiem mojego bycia.

Pokaz mi jak i o czym piszesz a powiem Ci kim jestes,kim chcesz byc,do jakiego zycia aspirujesz i przed czym uciekasz.

Slowo prawde Ci powie.Prosta.Niewygodna.Wystylizowana Zaczesana pod wlos lub zgodnie z moda..Slowo zafalszuje Ci rzeczywistosc.Zasloni Ciebie prawdziwego.Zostanie wymierzone celnie i bolesnie.

Slowa to tylko slowa choc maja podwojne dno,szeroki wachlarz znaczen,konotacji i skojarzen.Niosa ciezki ladunek emocji ale sa takze lekkie i beztroskie jak dzieci na wakacjach.

Slowa,slowa oswojone i ulegle.Slowa najezone i kwasne.Tumiwisizm i szaranagajama znaczen.
Neologizmy zycia.Multiplikacja problemow.
Retardacja spelniajacych sie marzen i planow.Multizadaniowosc.
Szeroki zasieg i kameralne odslony w poczuciu samotni.

Slowa nadziejki.Rozsiane po swiecie.Przyjete z wdziecznoscia.Zlozone w bukiety bezinteresownosci i usmiechu.
Slowa nie dosc dobre.Slowa z mala pojemnoscia,kiedy trzeba wyrazic najciemniejsza z nocy lub ukazac niuanse przenikajacych sie uczuc i wynikajace z tego faktu komplikacje.

Slowa jak plasterki na lewe poranki.Slowa jak ciete kwiaty na jezyku.

Mam tyle kombinacji slow.A to przeciez tylko zwykle musniecie mojej codziennosci.Dni tasmowo zapisuja slad w notesach,zeszytach,myslach.
Teraz takze na blogu.Spontanicznie.Na
klawiaturze prostego telefonu.


Wysle je w swiat.Poradza sobie.
To juz nie szczeniaki z podstawowy ani mlodonosne nadzieje,ze sygnal startowy
jeszcze przed nimi i zawojuja swiat;)