Polecany post

5.00 pobudka. 6.00 praca. 18.00 powrot do domu. 19.00 lekcje. 20.00 drobne sprawy domowe. 21.00 zagonienie dzieci do spania 22.00 chw...

wtorek, 2 stycznia 2018

PROBLEMY BEZ SCIEMY..czyli jak nie zostac mitologicznym zagapiorem.




Banki mydlane,banki problemow mkna na wysokim,szerokim niebosklonie.
Wystarczy zadrzec glowe do gory
i dostrzegac jak skutecznie zyskuja
miniaturowe ksztalty i staja sie
coraz mniejsze i mniejsze..

To zwyczajne ludzkie doswiadczenie;
zakazenia, odchorowania i rekonwalescencji czesto jest
nieludzko znieksztalcone niczym glos Grega z King Crimson ( Tak,tak..poglos
slow Beksinskiego.Nie inaczej.)oglaszajacy apokalipse
obserwowanego swiata.

Problem potrafi byc jak wrzod sumienia.
Jak list pozegnalny w ktorym do konca
nie wiadomo o co chodzi i dlaczego
wlasnie tak...
Problem jak zluda i majak.
Sytuacja bez wyjscia.
Przeszkoda nie do przeskoczenia,nie
do przejscia.
Nie do zaakceptowania.
Nie i nie...

Problemy bez sciemy.Kto ich nie ma?
Kto nie jest czlowiekiem?
Kto nie mial klody pod nogami?
Komu nie rzucono piachem w oczy?
Nie podlozono swini?
Kto nie grzebal prochow zmarlych?
Kto nie poznal zdrady,oszustwa i dwuznacznosci?
Kto z nas nie rzucil kamieniem?

Problemy namnazaja sie jak bakterie.
Rozsiewaja sie jak samosiejne zielska.
Plenia sie jak chwasty.Jak zmutowane wirusy.Przechodza z jednego stanu w
drugi.Zupelnie nieznany i jakze czesto zaskakujacy.
Boimy sie ich nieobliczalnosci.Tej zdolnosci przetrwania.Reaktywacji.


Zbyt latwo przyjmujemy wlasciwosci
problemow.Ich zasieg.Sklad.
Rozkladamy na czynniki pierwsze.
Analizujemy.Wchlaniamy ich energie jak jamochlony.Jak leci.

I stajemy sie chodzacymi problemami
z zazdrosnym spojrzeniem, z zimna pogarda.Jak kukly poruszane wewnetrznym rozdarciem.
Nasze rece sterowane sa brakiem.Zagarniaja tylko do siebie.
Nogi zmeczone ciaglym staniem w miejscu (Przestepowaniem z jednej na druga) wyznaczaja krotkie,tylko znajome
dystanse.
Serce zamiera choc nadal pompuje krew,ktora pulsuje w zylach.
Glowa zajeta.Wiecznie niedyspozycyjna.
Pelna tego,co niepotrzebne,ulotne i falszywe.

Cialo jest zbyt watle,zeby toczyc swoj przeznaczony glaz.Na sama gore.Na
sam szczyt. Az do wielkiego huku,kiedy spadnie ponownie ze stoczy.
A my patrzymy bezradnie na wskros tego zdarzenia i nie widzimy nic.Wielkie nic.

Wypelnia nas pustka.Odruchowo zbieramy sily,zeby znow przymierzyc sie
do wtaczania zimnego kamienia..

Powoli dochodzi do nas jakis odlegly glos.:

Wystarczy Ci sama walka.Samo patrzenie na szczyt wystarczy.Skazana jestes na taka role.Na takie doswiadczenie.Musisz tylko pamietac zimno toczonego kamienia.Uklad dloni w stycznosci z jego milczaca powierzchnia.Musisz patrzec do gory.Szczyt bedzie Cie mamil.Obiecywal.
Bedzie wiecznie czekal.

I tylko jak ujrzysz nagle,obce pierscienie baniek mydlanych..ktore rozpadaja sie na mniejsze i mniejsze.I w koncu gina bezpowrotnie zostawiajac teczowe refleksy.
Jesli poczujesz to  NIENAZWANE uczucie.Nieuswiadomione w pelni drgnienie.
Trzymaj sie tego.
Mowie Ci,trzymaj sie.
Kurczowo.
Zacisnij pazury.
Wbij sie zebami.
Zrob cokolwiek.
Ratuj sie.

Nikt nie jest mitycznym,pieprzonym Syzyfem.
I doprawdy nie wystarcza sama walka prowadzona ku szczytom.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz