Polecany post

5.00 pobudka. 6.00 praca. 18.00 powrot do domu. 19.00 lekcje. 20.00 drobne sprawy domowe. 21.00 zagonienie dzieci do spania 22.00 chw...

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Zycie jest piekne...a pozniej dzieci ida do szkoly...






Kiedy z duzym hukiem zamknelismy juz za soba tematy kaszek,pieluch,zabkowania,trzydniowek, pierwszych buntow...Kiedy daja nam spokoj z pytaniami: A kiedy drugie? A syn by sie przydal.A o corce to nie marzysz? Zaczynasz przechodzic na wyzszy level.

Moze jeszcze tego nie zauwazasz.Nie skupiasz sie na drobnych zmianach w codziennej bieganinie dnia.Moze wlasnie odetchnelas od presji bycia najlepsza mama.Machnelas reka na wspomnienie wszystkich ciezarow jakie dawaly Ci inne matki,bardziej doswiadczone,babcie,tesciowa i bezdzietne ciocie,co to w poradniku przeczytaly... Moze czujesz,ze oto nareszcie nie dasz sobie wejsc na glowe. Umiejetnie przejdziesz obok cicho i bez emocji.

A Twoje dziecko to juz plynnie czyta?  Atakuje Cie nagle to wwiercajace sie w codzienna tkanke pytanie..Pisze? Plywa? Chodzi na angielski, ma zajecia z rzezby?
Chodzi na tance?.To moze chociaz na rytmike?
Zapisalas swoje na kurs szybkiego czytania? Chodzi do szkoly muzycznej? Ma korepetycje z NAJWAZNIEJSZYCH przedmiotow? Poznalo juz techniki bezstresowego uczenia sie?.Wyslalas je na Uniwersytet Dzieciecy?

Jak Twoje dziecko moze sie prawidlowo,wielotorowo,wieloperspektywicznie rozwijac nie uczestniczac w tym wszystkim? Slyszysz i wciaz nie dowierzasz.Znoooowu? To juz?


Oto,ponownie  stoisz pod pregiezem oczekiwan, strzelnica serdecznych dociekan.Znowu zagryzasz warge.Poprawiasz nerwowo wlosy. Moze faktycznie ten angielski? Moze hiszpanski?
Niemiecki?
Chinski?

Wydawalo Ci sie, ze spizowe,zlote  wieki minely od czasu Twojej szkoly a tymczasem.. powoli dajesz sie wciagac.. w trucht, ktory przemienia sie w maraton..


 Bierzesz udzial we wszystkich konkursach razem z dzieckiem.Wyreczasz je.Podsuwasz gotowce.Stajesz sie szoferem,ktory jest wiecznie dyspozycyjny,zadowolony i patrzacy dalej,wyzej niz inni...


Rezygnujesz z cotygodniowego wypadu z przyjaciolka,z kursu,czytania ( wpisz co uwazasz...).na rzecz tej godziny angielskiego,chinskiego,niemieckiego i kolejnych zajec dodatkowych dla syna,corki.Rezygnujesz ze wszystkiego z czego mozna ale NIE NALEZY rezygnowac w imie bardzo dobrej oceny w dzienniczku.
Z godziny robi sie kilka godzin.
To wciaz malo.Niedosyt i potrzeba.Dwie sily napedowe nierowno ustawiaja rownowaziki.Przechylaja rownowage.
Rozciagaja czas jak przezuta gume.

Zapisujesz wszystkie oceny pomimo,ze masz staly dostep do Edziennika.Przejmujesz sie kazdym niedociagnieciem,niepowodzeniem. Przemilczasz swoje z czasow podstawowki.W oczach dziecka jestes byc moze prymuska, zdobywczynia osmiotysiecznikow konkursu recytatorskiego, byla uczestniczka morderczego triatlonu matematycznego,niekwestionowana mistrzynia splywu i biegow przelajowych w konkursie historycznym.

Liczysz juz srednia ocen,chociaz w pierwszych klasach sa oceny opisowe i wydaje sie to zbyteczne i przedwczesne.
Swoje wiesz.Swoje marzenia skrupulatnie przeliczasz.Miewasz sny bialo- czerwone.Z nagrodami.Wyroznieniami.Jestes waleczna jak Merida.Pomyslowa jak Pipi. Sprytna jak zdobywczyni wszystkich (niedostepnych jeszcze w sieci Biedronka )swiezakow.
Przyszlosciowa jak plan zagospodarowania przestrzennego.
Sluszna jak porcja  obiadowa w stolowce pracowniczej.




Dzwonisz do nauczycieli o kazdej dostepnej  porze dnia i nocy ,zeby wyjasnic zla ocene,ktora ma tyle wspolnego ze zlem co wieprz z perla,Kopernik z kobieta i wakacje z Kosmosem czyli bardzo wiele...
Nawet jak wszystko jest jasne.Wynika jedno z drugiego.Drazysz.Porownujesz.Kalkulujesz.Pytasz dlaczego ja ?Dlaczego moje dziecko? Dlaczego akurat nas spotkala ta ocena?.

Lykasz pigulke everything..czyli kupujesz wszystko,co ma w nazwie slowo: edukacyjne,tworcze i przyszlosciowe.Bez zastanowienia.Rozsadku.
 Umiaru.



Pomyslalby kto,ze przesadzam.A ja mowie nie robmy tego dzieciom.


Wrzucmy na chwile wteczny i przypomnijmy sobie swoje pierwsze szkolne lata... I to,dzieki czemu jestesmy tu,gdzie jestesmy.


Ktos powie NIGDZIE nie jestem,wiec chce,zeby moje dziecko GDZIES bylo.Konkretnie.Przyszlosciowo.Oplacalnie.
To moje dziecko.Moj wybor.
Owszem,lecz nie wlasnosc.

To nie nasza tablica aspiracji i marzen,ktora mozemy zabazgrolic markerem.
To nie my bedziemy zyc ich zyciem.Nie bedziemy za dzieci chodzic,wybierac,czuc.To nie my bedziemy sobie radzic z konsekwencja pewnych nastawien,schematow.
To nie my bedziemy niesc ten coraz wiekszy ciezar oczekiwan i presji.



Powtarzam sobie
te kwestie...
Nie jest prosto.


Tak trudno jest nie dac sie poniesc.
Teraz zgadnij!
Zdenerwowaniu czy glupocie?





Wpis przesadzony, autokrytyczny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz